ATAAHUA ORA

…beautiful life

Summer in Europe / Lato w Europie

Filed under: Europe, OE — August 19, 2009 @ 4:46 pm

We started our summer voyages in Tenerife - which technically is in Europe, since it belongs to Spain, along with the rest of the Canary Islands. Really though, as soon as you arrive in Tenerife you stop feeling like a European and shift into holiday mode straight away. Palm trees, beaches, warm water - but also architecture, history and culture. A perfect mix for a perfect escape.

We were lucky to be able to spend the week in Playa de las Americas, Tenerife’s party central, with easy access to all the amenities but far away from the hustle and bustle of the main strip. My family’s friends own a studio apartment there and they very kindly agreed to let it to us for a week. We invited Kalina & Ben to come along and organised a second studio for them in the same building (which, by the way, was very cheap - 200 euros for a studio for a full week!). The hotel was Apartamentos Borinquen. Our studio had everything we could imagine we would need, including beach mats and our new favourite beach pastime: beach tennis. The kitchenette was so well equipped we decided to make most of our meals in house - a great decision, as the food in the supermarket was very fresh and cheap and the restaurants overpriced and not that fantastic. We went shopping on the first day and emerged with 1kg of Gouda cheese (which we ate in the first 3 days), wine for under 2 euros a bottle (and it was great! Especially the E1.50 lambrusco!) and enough olives to feed an army. We then supplemented our supplies every second day with a new jar of olives (I think it was because we were sweating so much due to the heat and we needed the salt and minerals - the olives were delicious!) and fresh bread. On the last day we also got 1kg of prawns and had them for dinner - YUM!!!

Anyway, I think photos will do a much better job of showing just how much we enjoyed our week in Tenerife - so here are the first three albums: Playa de las Americas, Santa Cruz and Playa de las Teresitas. Enjoy! More to come soon.


Lato rozpoczęliśmy wyjazdem na Teneryfę - która teoretycznie wciąż leży w Europie, należąc do Hiszpanii. Prawda jest jednak taka, że w momencie wylądowania na wyspie człowiek przełącza się na tryb wakacyjny i Europa pozostaje tylko wspomnieniem. Palmy, plaże, ciepła woda w Atlantyku - ale również architektura, historia i kultura to idealny przepis na udane wakacje.

Dzięki uprzejmości przyjaciół rodziny, państwu Dzióbkom, spędziliśmy tydzień w ich apartamencie w miejscowości Playa de las Americas. Wzięliśmy ze sobą Kalinę i Bena, dla których wynajęliśmy drugi pokój w tym samym hotelu (tanio! 200 euro za tydzień pobytu!!!). Hotel nazywał się Apartamentos Borinquen. “Nasz” apartament był tak świetnie wyposażony we wszystko, czego tylko moglibyśmy potrzebować (od mat plażowych do widelców), że zdecydowaliśmy się na gotowanie własnych posiłków - co okazało się bardzo trafną decyzją. Jedzenie w supermarkecie było tanie i świeże, a restauracje drogawe i jedzenie wcale nie takie wspaniałe. Co drugi dzień kupowaliśmy słój oliwek, tak nam smakowały - ja myślę, że to z powodu tego, że się dużo pociliśmy i potrzebowaliśmy uzupełniać sole i minerały. Do tego dużo sera - kilogram Goudy zakupiony w pierwszy dzień został pożarty w całości do dnia trzeciego. I wina - butelki poniżej 2 euro okazały się wyśmienite, zwłaszcza butelki lambrusco za 1.50 euro. Na ostatnią kolację kupiliśmy kilogram świeżych krewetek i były po prostu niesamowite!

W każdym razie, myślę, że zdjęcia lepiej oddadzą klimat naszego pobytu, więc tutaj są trzy pierwsze albumy: Playa de las Americas, Santa Cruz i Playa de las Teresitas. Więcej dojdzie trochę później. Miłego oglądania!

View from our balcony
The view from our balcony / Widok z naszego balkonu

« Previous Page   Next Page »

What a month 3 / Co to był za miesiąc cz. 3

Filed under: Europe, OE — June 25, 2009 @ 3:28 pm

Last weekend of May was spent on a road trip in England - to celebrate Lukas’s upcoming birthday and Greg’s belated birthday, their awesome wives took them to a race track, where they got a chance to drive two super cars: Aston Martin DB9 and a Ferrari 360. Judging by their huge grins and constant comparisons of experiences it was a great success. After they decided they had enough we drove on to Stratford-upon-Avon, Shakespeare’s birth place and the village where he wrote most of his plays. The village was extremely charming, with almshouses lining the quaint streets, the river Avon snaking its way through and lots of historical places to explore. Next day we finished off our road trip with a drive to Warwick Castle, where we spent the entire day watching performances involving knights with swords, knights on horses, princesses, jesters and eagles and exploring the castle grounds.

By the way, try using the arrow keys to navigate between photos - I added this a while back but not sure if anyone discovered it yet!


Ostatni weekend maja wybraliśmy się w podróż w Anglię - z okazji Łukasza nadchodzących urodzin i Grega niedawno przeszłych, ich wspaniałe żony zabrały ich na tor wyścigowy, gdzie mieli okazję przejechać się dwoma super samochodami: Astonem Martinem DB9 i Ferrari 360. Sądząc po uśmiechach od ucha do ucha i nieustannej wymianie wrażeń prezent był bardzo trafiony. Jak już się im znudziło wyścigowanie, pojechaliśmy (normalnym tempem) do wioski Stratford-upon-Avon, która znana jest jako miejsce urodzenia i zamieszkania Szekspira. Wioska jest bardzo malownicza, z historycznymi domkami wzdłuż wąskich uliczek, rzeką Avon przepływająca przez środek i mnóstwem historycznym miejsc do odwiedzenia. Następnego dnia zakończyliśmy nasz wypad wizytą w zamku Warwick, gdzie spędziliśmy cały dzień przygladając się rycerskim potyczkom, snującym się księżniczkom, błaznom i orłom oraz zwiedzając ogromne połacie zamkowych włości.

A przy okazji chciałam zwrócić uwagę na nowy sposób przechodzenia ze zdjęcia na zdjęcie - można używać do tego strzałek na klawiaturze. Dodałam to już jakiś czas temu, ale nie sądzę, że ktokolwiek odkrył tą możliwość.

Lukas' Ferrari
Lukas and his Ferrari / Łukasz i jego Ferrari

« Previous Page   Next Page »

What a month 2 / Co to był za miesiąc cz. 2

Filed under: Europe, OE — June 24, 2009 @ 1:33 pm

Another long May weekend took us to Paris, where we spent a real summery weekend sightseeing, eating snails and frogs’ legs and socialising with a group of expats - mostly Saffas (South Africans) and Ozzies (Australians). We also managed to meet up with Michel, a friend from Vancouver, which was a highlight of our visit. Another highlight was the Eiffel Tower - just standing there, in the shadow of the Iron Lady was very exciting, climbing her was incredible and the views fantastic. Another Wonder of the World ticked.


Kolejny długi weekend majowy zaprowadził nas do Paryża, gdzie spędziliśmy weekend jedząc ślimaki i żabie udka oraz udzielając się towarzysko w grupie ekspatów, głównie południowoafrykańczyków i australijczyków. Udało się nam również spotkać z Michałem, naszym znajomym z Vancouver, co było bardzo fajnym przerywnikiem zwiedzania. Najważniejszym punktem zwiedzania była oczywiście Wieża Eiffela - już samo stanie w jej cieniu przyprawiało nas o dreszcze, a wspinaczka po jej żelaznych schodach wcale nie wydawała się męcząca. Widoki ze szczytu niezapomniane, Paryż to bardzo białe miasto! Kolejny Cud Świata zaliczony.

Eiffel Tower
Us and the Eiffel Tower / My i Wieża Eiffla

« Previous Page   Next Page »

What a month 1 / Co to był za miesiąc cz. 1

Filed under: Europe, OE — June 24, 2009 @ 1:32 pm

We’re talking about May. It started with a visit to Budapest with a group of friends, where we ate, laughed and did a lot of sightseeing. Budapest is a fantastic city for a weekend getaway, if only the language wasn’t so undeciferable! It looks and sounds like no other European language, so guessing the meaning of signs is out of the question. Luckily, most Hungarians are fluent in the international gesture language and in counting with fingers.


Mowa tu o maju. Miesiąc rozpoczęliśmy towarzyską wizytą w Budapeszcie, gdzie spotkaliśmy się z naszymi dobrymi przyjaciółmi na weekend wypełniony jedzeniem, śmianiem się i zwiedzaniem. Budapeszt to wspaniałe miejsce na weekendowy wypad, szkoda tylko, że język węgierski jest jak szyfr! W ogóle niepodobny do żadnego innego europejskiego języka, więc zgadywanie znaczenia ze znaków nie szło nam za dobrze. Na szczęście większość Węgrów radzi sobie świetnie z międzynarowodowym językiem gestów i liczeniem na palcach.

Budapeszt
Chain Bridge and Buda Castle by night / Most Łańcuchowy i Zamek w Budzie w nocy

« Previous Page   Next Page »

¡Hola Madrid!

Filed under: Europe, OE — May 1, 2009 @ 2:46 pm

Middle of March + 8 girls + Spain + sangria = 3 crazy days

What more do I need to say? It was the first time I ever went on an all-girls trip that lasted more than one day and must say it was excellent. Even though we didn’t all know each other before coming we got along fine, did a lot of sightseeing, laughed a lot and had an awesome time. All documented by numerous cameras - you can see Madrid through my lens here. When is the next one, girls?


Środek marca + 8 dziewczyn + Hiszpania + sangria = 3 niesamowite dni

Nic dodać, nic ująć. Pierwszy raz pojechałam na taką kilkudniową wycieczkę z samymi dziewczynami i muszę się przyznać, że wyjazd bardzo się nam udał. Mimo tego, że nie wszystkie się znałyśmy przed wyjazdem, jakoś udawało się nam dogadać bez większych spięć, dużo się śmiałyśmy, dużo zwiedziłyśmy i ogólnie świetnie się bawiłyśmy. Wszystko zostało udokumentowane przez kilka aparatów - Madryt widziany przez mój obiektyw można podziwiać tutaj. A kiedy następny taki wyjazd, dziewczyny?

madrid.jpg
The girls in front of the Palacio Real (plus Reetu behind the camera)
Dziewczyny przed Palacio Real (plus Reetu za obiektywem)

« Previous Page   Next Page »