ATAAHUA ORA

…beautiful life

Archive for September, 2007

Gaspesie

Posted: Sunday, September 9th, 2007 @ 8:11 am in Canada, OE | No Comments »

During our travels in Northern Quebec we took the opportunity to visit Parc de la Gaspesie - a national park and faunical reserve on Gaspe Peninsula. Everybody spoke French, so it goes without saying our dictionary was our best travel companion.
The park surroundings relaxed us in no time and we stopped at a visitor center to find out which of the many hikes we could do. We wanted to go see caribou on Mont Jacques-Cartier but to get to this hike you must use a shuttle provided by the Parc and you must finish the hike by 4pm (so that tourists don’t disturb the caribou too much). We were already too late for that. Instead, the guide suggested we do Mont Joseph-Fortin for the views and later try Mont Ernest-Laforce for the chance to see moose!
Mont Joseph-Fortin turned out to be a real mountain, with incredibly steep access path made out of loose stones - stones getting bigger the higher up we went. The grueling climb was rewarded with beautiful views of a valley and other mountains from the Appalachian chain. It felt great to be in such a wilderness, where we only met one other couple (French, of course) at the summit.


W czasie naszych podróży po północnym Quebecu odwiedziliśmy też Parc de la Gaspesie - park narodowy i rezerwat zwierząt na półwyspie Gaspe. Oczywiście nie trzeba mówić, że jedynym uznawanym językiem był francuski i nasz słownik towarzyszył nam wszędzie.
W parku oboje poczuliśmy się bardzo zrelaksowani, pojechaliśmy do centrum informacyjnego dowiedzieć się, gdzie możemy się wybrać na poszlajanie po lesie. Chcieliśmy iść zobaczyć karibu na górze Jacques-Cartier, ale okazało się, że przyjechaliśmy za późno, gdyż ten akurat hike jest regulowany i trzeba pojechać tam autobusem. Zaproponowano nam dwa inne szlaki - Mont Joseph-Fortin, na widoki, i Mont Ernest-Laforce, gdzie mogłaby się nadarzyć okazja do spotkania łosi!
Mont Joseph-Fortin okazał się prawdziwą górą, na którą musieliśmy się wspiąć po strasznie stromym zboczu usypanym z luźnych kamieni. Mozolna wspinaczka została nagrodzona wspaniałym widokiem doliny z jeziorkiem na dole i ogólnymi widokami gór dookoła. Bardzo fajnie było znaleźć się w takiej głuszy, gdzie na szczycie spotkaliśmy tylko jedną parę francuskich turystów.
dsc05751.JPG
Steep enough for you? This is not a montage! / Wystarczająco stromo? To nie jest fotomontaż!
p1090244.JPG
Two moose at the summit / Dwa łosie na szczycie


After the descend and a short rest we drove to Mont Ernest-Laforce, to look for moose. After about 10 minutes of walking we heard some rustling in the forest and stopped. First thing we saw were gray fluffy ears (I thought: donkey!), then gray fluffy nose (I thought: no, too big for a donkey. Horse!). Only then did I realise that I was staring a moose in the eye! She came out of the forest right next to us! Looked us up and down, decided that two puny humans are no threat to her and continued to devour everything that was growing within her reach: little trees, bushes, grass. We stood there, mesmerised, for at least 15 minutes and she kept on coming closer to us. A little bit later her baby joined her but it was so scared it didn’t come out of the forest, only stood there in a clearing. Mama moose didn’t pay too much attention to us, but the mosquitoes had a ball so we slowly returned back to the path and let the moose finish their dinner in peace.


Po zejściu i króciutkim odpoczynku pojechaliśmy dalej do Mont Ernest-Laforce, szukać łosi. Po 10 minutach spaceru usłyszeliśmy dziwne dźwięki w lesie i zatrzymaliśmy się. Pierwsze zobaczyliśmy włochate szare uszy (ja pomyślałam: osioł!), a potem szary włochaty pysk (ja pomyślałam: nie, za duże na osła. Koń!). Wtedy dopiero dotarło do nas, że patrzymy sobie z łosicą w oczy! Wyszła z krzaków praktycznie obok nas! Zlustrowała nas, stwierdziła, że nie stwarzamy zagrożenia i spokojnie zaczęła jeść co tylko jej się nawinęło pod pysk: choinki, drzewka, krzaki. Staliśmy tak z dobrych 15 minut obserwując ją, a ona powoli się do nas zbliżała. Po jakimś czasie z krzaków za nią wyłonił się mały łosik, ale był tak wystraszony, że nie wyszedł do nas. Łosica nie zwracała na nas większej uwagi, za to komary urządziły sobie ucztę, więc powoli się wycofaliśmy i daliśmy łosicy skończyć kolację w spokoju.
dsc05773.JPG
Mama moose during her photoshoot / Łosica w czasie sesji fotograficznej


The sun was slowly setting and the golden photographic hour was upon us. We used to take some photographs at the summit. Returning from there we managed to spot two more moose devouring the nature, again a mama moose with her baby. This time the baby was a bit bigger and his try at feeding on mama moose was met with her angry cry. We then noticed that the moose really damage the forest - they eat everything that grows within their reach - from grass level to about 2 metres above ground all the trees were eaten off their leaves and small branches.


Słońce powoli brało się za zachodzenie, więc zrobiła się złota godzina fotograficzna, która wykorzystaliśmy na szczycie na porobienie kilku zdjęć. Wracając ze szczytu wypatrzyliśmy jeszcze dwa łosie pustoszące naturę, znowu mama z małym, który już taki mały wcale nie był i próba zjedzenia mleka od mamy zakończyła się niezadowolonym rykiem łosicy. Wtedy zauważyliśmy też, że po krajobrazie widać od razu, czy w okolicy sa łosie czy nie - drzewa i krzaki objedzone z liści i sterczące kikuty gałęzi są dobrym wskaźnikiem obecności łosi, które jedzą wszystko, co tylko znajduje się w zasięgu ich miękkiego, włochatego pyska. A, i mają małe bródki!
p1090338.JPG
Golden hour / Złota godzina fotograficzna


Looking at the moose we didn’t realise how late it was getting and our drive out of the park was happening in complete darkness. We almost hit a black bear, which decided to cross the road just when we were approaching. Not sure who was more surprised - but we’ll remember this meeting for a long time. Later on we also spotted a red fox and some deer, most probably white tail deer. The male was standing on the side of the road, his eyes glowing and his antlers casting shadows on the black forest behind him. He scared us!


Po drodze na nocleg przez park po ciemku prawie zderzyliśmy się z czarnym niedźwiedziem, który akurat wtedy zdecydował się na przechodzenie przed drogę. Nie wiem, kto się bardziej zdziwił - my czy on, ale spotkanie na długo zapamiętamy. Później spotkaliśmy jeszcze rudego lisa, dwie sarny i jelenia, który strasznie nas wystraszył - stał sobie przy drodze, nieruchomo, tylko świecił oczami i chwalił się porożem. Myślimy, że były to jelenie biało-ogonowe (white tail deer).

Saguenay Whales/Wieloryby w Saguenay

Posted: Friday, September 7th, 2007 @ 6:31 am in Canada, OE | No Comments »

After our arrival in Baie Ste Catherine we decided to visit a nearby view point to try and spot some whales. Imagine our surprise when we did spot some black shapes with fins on their backs not too far from the shore! It was getting dark and cold, so we stopped for some dinner in a small bar on the roadside, where I ordered her food in French and Lukas finally got to try poutine - a quebecoise specialty, french fries with cheese curd and gravy, quite tasty.
The following morning, after homemade breakfast in our B&B Clair de Lune, we went to realise the main reason for visiting this place - whale watching. It was freezing cold and we got given thick, waterproof clothes to put on top of our own warmest clothes. As soon as we got onto the boat it started to rain and we could only hope this would not affect the whales. We were slightly concerned by the lack of any guaranteed sightings of whales and after about half an hour of cruising and not seeing any whales we were getting slightly worried. But after another 10 minutes we were surrounded by fountains of water, black fins and huge black shapes bigger than our boat. Guaranteeing whale sightings in this spot would be like guaranteeing seeing water on an ocean cruise! We saw fin whales, minke whales, some humpbacks and even a few orcas. Our guide kept on yelling “plein de baleines!” (whales everywhere). We also saw lots of seals, which tried to impersonate whales to get us looking at them and were not impressed that we weren’t paying that much attention to their antics.


Po przyjeździe do Baie Ste Catherine, postanowiliśmy jeszcze podjechać na punkt widokowy, z którego można podobno wypatrzeć wieloryby. I faktycznie, udało się nam zobaczyć kilka czarnych kształtów z płetwami na plecach niezbyt daleko od brzegu. Ale robiło się już ciemno i chłodno, więc pojechaliśmy coś zjeść do pobliskiego baru, gdzie pierwszy raz zamówiłam jedzenie po francusku, a Łukasz w końcu spróbował poutine - quebeckiego przysmaku z frytek, sera i gęstego sosu, nawet bardzo smaczne.
Następnego dnia rano po śniadaniu zaserwowanym nam przez gospodynię (własnoręcznie robione powidła, pasztety i mufiny) pojechaliśmy zrealizować główny powód naszego pobytu w tych stronach - wycieczkę na podglądanie wielorybów. Po drodze obserwowaliśmy z niepokojem ciemne chmury, które zaczęły nadciągać zza gór. Niestety, po ubraniu wodoodpornych ciuchów i przy wsiadaniu na łódkę rozpadało się. No nic, płyniemy szukać wielorybów. Trochę nas zastanowiło, że na reklamach wycieczek nie gwarantowano zobaczenia wielorybów i po półgodzinnym rejsie i żadnym wielorybie zaczęliśmy się martwić. Jednak już niedługo byliśmy otoczeni chmurami wypluwanej wody, czarnymi płetwami i ogromnymi kształtami różnych wielorybów większych od naszej łódki! Doszliśmy do wniosku, że gwarantowanie zobaczenia wieloryba w tym miejscu to jak gwarantowanie zobaczenia wody na rejsie oceanicznym. Po następnych dziesięciu minutach wieloryby 200m od nas wydawały się nam niewarte fotografowania, bo były za daleko! Widzieliśmy fin whales, minke whales i humpbacks. Nawet jedną czy dwie orki! A nasz przewodnik ciągle krzyczał “plein de baleines!” (wszędzie wieloryby). Dodatkowo widzieliśmy też mnóstwo fok, które udawały wieloryby i były bardzo niezadowolone z tego, że nie zwracaliśmy na nie aż tak uwagi.
dsc05667_crop.JPG
Fin whales
seals.jpg
Whale impersonators / Udawane wieloryby


At the end of the cruise our driver took us into Saguenay fjord to try and spot some Belugas. We didn’t see any but we spotted a big minke whale very close to our boat and were rewarded with a very exciting return to the base, jumping on the wake of ferries and other big boats, with aggressive turns, which made your head go one way, your stomach another, and your body in yet another direction. The adrenalin kept us warm even after surrendering our warm waterproof clothing.


Na zakończenie wycieczki wpłynęliśmy do fjordu Saguenay poszukac bieług. Nie udało się nam żadnych spotkać, ale był jeden minke i bardzo ekscytujący powrót do bazy skacząc na falach promów i większych łódek oraz przy zakrętach, gdzie żołądek zostawał z jednej strony, serce z drugiej, a reszta ciała jeszcze gdzie indziej. Powrót tak nas rozgrzał (adrenalina!), że nawet bez dodatkowych kurtek nie było nam zimno.
dsc05715.JPG
Adrenaline pumping / Andrenalina krąży


The next morning we packed up to go further up north. On the way to the ferry we stopped on the same lookout where we spotted our first whales. And what a surprise! We saw white shapes swimming into the fjord! Unfortunately, this time we were nowhere near as close as on the boat but we still managed to catch some white tales and white backs contrasting sharply with the dark water. Saguenay River and St Lawrence River are the only places in the whole world where Beluga whales live in the wild. Their population has remained at 1100 for the last few decades and nobody knows why. We bet the number of boats and people going out every day to see them might have something to do with it.


Rano następnego dnia zebraliśmy się, żeby pojechać jeszcze dalej na północ. Po drodze na prom zatrzymaliśmy się na tym samym punkcie widokowym, z którego pierwszego wieczora wypatrzeliśmy nasze pierwsze wieloryby - a tam niespodzianka! Białe kształty wpływające do fjordu! Niestety tym razem nie byliśmy tak blisko, jak na łódce, ale niemniej udało się nam złapać kilka białych ogonów i grzbietów odcinających się ostro na tle ciemnej wody. Fjord Saguenay i jego ujście do rzeki St Lawrence to jedyne miejsce na świecie, gdzie te rzadkie białe wieloryby żyją na wolności. Ich populacja nie zmieniła się od kilku już lat i stoi na 1100 osobników, co bardzo martwi naukowców, ale nie wiedzą dlaczego tak się dzieje. My myślimy, że ilość łódek i ludzi przyjeżdżających podglądać te wieloryby ma duży wpływ na to jak często się rozmnażają.
beluga2.jpg
Beluga whale tail / Ogon wieloryba bieługi

Quebec City/Miasto Quebec

Posted: Wednesday, September 5th, 2007 @ 6:24 am in Foodie, Canada, OE | No Comments »

Aggie: After all this trouble with motels all we wanted to do was get some dinner. Driving to Old Quebec we stopped on La Grande Allee, where we had the best dinner since The French Cafe in Auckland in a European restaurant Rivoli. Lukas decided he was VERY hungry, so he had the Table D’Hote (set menu). This consisted of a green salad starter with pancetta, bocconcini and figs and cream of carrot soup (he shared it with me), followed by pork in apple, brandy and caramel sauce and finished with a creation of cheesecake with strawberries, mini-grapes and “fruit de champs” sorbet (he shared the dessert too). My order got transformed from veal escalopes with pistacchio sauce into veal escalopes with cognac and black pepper sauce but I didn’t complain - it was simply delicious! In Canada you order your meat from the menu but everybody gets the same veggies - so far we were always impressed with both their quality and quantity.
After such a feast we had to go for a walk - the plan was to take some night photographs of the Old Quebec. But while we were having dinner the temperature outside dropped to -10 Celsius (ok, maybe that’s an exaggeration, but it must have been close to 10C max!) so the photoshoot was quite hurried, with us stomping our feet while waiting for exposure. Vieux Quebec made a big impression on us - with it’s old buildings and narrow streets it was a very charming place.


Aga: Wieczorem, po zostawieniu bagaży w motelu pojechaliśmy spowrotem do Starego Quebecu. Wybraliśmy europejską restaurację Rivoli na La Grande Allee, gdzie zjedliśmy najlepsze kolacje od The French Cafe w Auckland. Łukasz zdecydował się na Table d’Hote (ustalone menu z 3 dań), dostał sałatkę z pancettą, bocconcino i figami, do tego zielone liście młodych sałatek i zupę marchewkową na przystawkę (podzielił się ze mną!), wieprzowinę w słodkawym sosie z jabłek, brandy i karmelu, a na deser karkołomną kreację z sernika z truskawkami, mini-winogron, rurki (bez kremu) i sorbetu z “fruit de champs” (też się podzielił). Ja zamówiłam sobie eskalopki z cielęciny w sosie pomarańczowo-pistacjowym, ale jakoś pomiędzy zamówieniem a kucharzem sos pistacjowy zamienił się w sos koniakowy z czarnym pieprzem. Nie narzekałam, bo i tak było pyszne! W Kanadzie w restauracjach przy zamawianiu głównego dania wybiera się mięso, a warzywka wszyscy dostają takie same. Jak do tej pory byliśmy zawsze mile zaskakiwani ilością i jakością sałatek.
Po takiej kolacji musieliśmy iść na spacer, mieliśmy zamiar pofotografować trochę starego Quebecu nocą. Po wyjściu z restauracji okazało się, że temperatura spadła do -20 stopni (ok, ok, ale pewnie było tak z 10 stopni max - bez jaj), więc nasze fotografowanie odbywało się w biegu i z przytupywaniem przy czekaniu na naświetlenie. Ale Vieux Quebec bardzo się nam podobał - pełny kamieniczek z charakterem, wąskich uliczek i wozów konnych (wychodzi już nasze upodobanie do historycznych miasteczek?)


p1080808.JPG
Boy + Girl + Bottle of Wine = Good Dinner / Chłopak + Dziewczyna + Butelka Wina = Dobra Kolacja
p1080806.JPG
Charming Vieux Quebec / Czarujący Vieux Quebec
p1080810.JPG
Castle Frontenac - most expensive hotel in Quebec / Zamek Frontenac - najdroższy hotel w Quebecu
p1080826.JPG
Mickey Moose

Chemin du Roi

Posted: Tuesday, September 4th, 2007 @ 6:17 am in Canada, OE | 2 Comments »

Lukas: We left Montreal and made our way east - to Quebec on Chemin du Roi (King’s Road). Driving along the northern coast of St Lawrence is beautiful. Feels a lot like France (or like we imagine driving through France must be as neither of us has been to France). Little townships full of steep-roofed houses standing in meadows right next to the river, red-roofed barns, every single sign in French. It’s a 4h drive from Montreal to Quebec along the river. We could have gotten there in 3 via the inland Highway but it wouldn’t have been half as pretty.
Motel Spring in Quebec was our destination for the night. Their website said “15 minutes from central Quebec”. 15 minutes of open highway hooning waay over the speed limit - maybe. It’s about 40km out of Quebec - don’t let their website fool you! It was the only time we’ve not checked a motel location on google maps - our own fault really… We got there, I yelled at them for having misleading advertising and we canceled the booking and drove back to Quebec. Spend about an hour driving around and finally going online in search of accommodation in central Quebec. Finally found a motel in Quebec city - Motel Royal. Nothing fancy but within budget and available - turns out Quebec is popular even outside of holidays.


Łukasz: Do Quebecu jechaliśmy drogą turystyczną - Chemin du Roi (Drogą Króla) i zajęło nam to ponad 4 godziny. Mijaliśmy po drodze małe miasteczka, które wyglądały jakby przeniesione z Francji - wszystkie znaki po francusku, strome srebrne dachy, czerwone stodoły wśród łąk. Mogliśmy pojechać autostradą, ale nie spieszyliśmy się, bo mieliśmy zamówiony nocleg w Motel Spring, który miał być 15 minut drogi z centrum Quebecu - okazało się, że był prawie 40km poza miastem! 15 minut do miasta możliwe tylko wtedy, gdy grzeje się po autostradzie 120 km/h! Gdy go w końcu znaleźliśmy, zatrzymaliśmy się tylko po to, żeby odmówić rezerwację i pojechaliśmy spowrotem do miasta, gdzie udało się nam zatrzymać w Motel Royal - nic specjalnego, ale w mieście i w naszej cenie.

Montreal

Posted: Monday, September 3rd, 2007 @ 3:08 pm in Canada, OE | 1 Comment »

This is where we’re right now. A little bit tired of sightseeing in cities so we’re taking it easy (That’s been a lot of fun with Mo and Seamus here and it being the last big party weekend of the summer here in Montreal!). The weather is fantastic and again we are walking a lot but this time invested in some metro tickets as well. Montreal is great, we’re staying in a very colourful part of town called The Village. There’s rainbow-coloured flags everywhere :) . The architecture here is very interesting - for one all the staircases to the older buildings are built OUTSIDE of the building - so they don’t take up valuable interior space! People are very friendly, most of them speak both French and English but French is what you hear on the streets, in shops and in restaurants. All the signs are in French too! Time to dust off my dictionary and learn a little bit of Quebecqoise!


Właśnie teraz jesteśmy w Montrealu. Trochę zmęczyliśmy się już zwiedzaniem w miastach, więc nie próbujemy “wszystkiego” zobaczyć. Wrócimy tutaj na kilka dni po tygodniu w dzikiej naturze, może wtedy będziemy mieli ochotę fotografować budynki. Pogodę mamy wspaniałą i znowu wszędzie chodzimy, ale tym razem zainwestowaliśmy też w bilety na metro. Montreal bardzo się nam podoba, mieszkamy w bardzo kolorowej dzielnicy, która nazywa się The Village i ma wszędzie wywieszone tęczowe flagi :) . Architektura jest tutaj bardzo ciekawa - starsze budynki mają klatki schodowe na ZEWNĄTRZ budynku! Ludzie są bardzo mili i przyjaźni i większość jest dwujęzyczna. Ale na ulicy, w sklepach i w restauracjach panuje francuski. Wszystkie znaki są po francusku! Czas odkurzyć mój słownik i nauczyć się troszkę quebeckiego!
p1080625.JPGp1080659.JPG
A little bit of architecture/Trochę architektury
p1080639.JPG
All in French!/Wszystko po francusku!
p1080699.JPG
Cathedral Notre-Dame, where Celion Dion got married/Katedra Notre-Dame, w której Celine Dion brała ślub
p1080705.JPG
Lukas flying a kite in Parc La Fontaine/Łukasz puszcza latawca w parku La Fontaine
p1080707.JPG
Wild life/Dzikie zwierzęta
p1080725.JPG
p1080742.JPG
Views from Mont Royal/Widoki z Mont Royal