ATAAHUA ORA

…beautiful life

Archive for July, 2007

Busy holidays/Zagonione wakacje

Posted: Sunday, July 29th, 2007 @ 8:05 pm in Hawaii | 2 Comments »

I really thought I would be blogging more regularly but excuse me if I’d rather go snorkeling or reading on the beach :)
Anyway, we’re on the Big Island now, about half-way through our stay here. We already managed to see some green turtles, heaps of colourful little (and not so little) fish while snorkeling, get a sunburn, see a sunset every day (apart from today) including a really cheesy one on Anaeho’omalu Beach (where we had a colourful row with an American guy, who setup his tripod right in our picture and then claimed he was there first. We won, of course, by me standing by the middle palm in his photo and forcing him to run like a headless chicken to find a new spot in time for the sun to go down. HAHAHAHA!), get blisters from walking and go diving on a real coral reef, where we saw a shark, garden eels and dolphins. Not bad for 5 days, hmmm? I’m also uploading some photos, they should be there soon. Links from main page or from photo albums. And here’s the photo with the guy:


Naprawdę myślałam, że uda mi się pisać tutaj regularnie, ale przepraszam bardzo, wolę iść popływać albo poczytać sobie na plaży. Wieczorami jesteśmy strasznie padnięci, ale za to udało się nam już dotrzeć na Wielką Wyspę (Hawaii) i jesteśmy gdzieś w połowie naszego pobytu tutaj. W międzyczasie udało się nam już zobaczyć żółwie zielone, pełno malutkich (i wcale nie takich malutkich) kolorowych rybek, spalić się na słońcu, obejrzeć zachód słońca codziennie (poza dzisiejszym wieczorem), również taki prawdziwy hawajski, z palmami i kolorowym niebem na plaży Anaeho’omalu (gdzie udało się nam również wygrać kłótnię o miejsce na robienie zdjęć - facet rozłożył się nam ze statywem w środku kadru i kłócił się, że był pierwszy. Więc po prostu stanęłam mu w środku zdjęcia przy palmie i facet pobiegł w panice szukać innego miejsca, żeby zdążyć przed kompletnym schowaniem się słońca za horyzont, wygrażając nam od “niewychowanych świń”. Ale wygraliśmy! HAHAHAHA!), wyleczyć odciski od łażenia i nurkować na prawdziwej rafie koralowej, gdzie widzieliśmy rekina, węgorze ogrodowe i delfiny. Nieźle jak na pięć dni, co? Ładuję właśnie zdjęcia, powinny być niedługo, a tutaj zdjęcie z facetem w tle:
Guy in the background/Facet w tle

Aloha Hawaii!

Posted: Tuesday, July 24th, 2007 @ 8:55 pm in Hawaii | 1 Comment »

After a few more hours in the plane we finally made it into Honolulu, a full two hours before we departed from Auckland (we left Auckland on the 24th July at 1pm, arrived in Honolulu on the 24th July at 11am). Took a wiki-wiki (quick-quick) bus from the terminal to customs, claimed all our bags and were cleared without a problem. The customs lady even suggested we climb Mount Grouse in Vancouver once we make it there.


W końcu po następnych kilku godzinach lotu dotarliśmy do Honolulu, dokładnie dwie godziny przed wylotem z Auckland (Auckland opuściliśmy 24. lipca o 13, a przylecieliśmy do Honolulu 24. lipca o 11 rano). Wsiedliśmy na autobus wiki-wiki (szybko-szybko), który zawiózł nas do bagaży i bez problemów przeszliśmy kontrolę paszportową.
p1060450.JPGp1060454.JPG

We took a shuttle bus to Waikiki, which dropped us off at our hotel’s door after driving in circles and dropping other people off at their hotels. Our room turned out to be a penthouse studio!


Do hotelu dojechaliśmy specjalnym autobusem, który przywiózł nas pod same drzwi. Okazało się, że dostaliśmy pokój na 32. piętrze!
p1060465.JPG

It’s on a 32nd floor and this is the view from the lanai (balcony) looking from right to left.


Z takim widokiem z balkoniku (od prawej do lewej).
p1060469.JPGp1060470.JPGp1060467.JPG
But the best part was that our new camera arrived and was waiting for us at the reception, along with a marine pack! The batttery is charging, we’ll test it out tomorrow. Now we’re going to look for an internet cafe to post all this to our blog!


Ale najlepsze było to, że nasz zamówiony przez internet aparat czekał na nas w recepcji! Bateria się ładuje, jutro go wypróbujemy. A teraz idziemy szukać kafejki internetowej, żeby to wysłać!

Surprise stop/Przystanek Niespodzianka

Posted: Tuesday, July 24th, 2007 @ 8:49 pm in General | 4 Comments »

Next stop was… 10 points for recognising the flag!


Następny przystanek - zagadka! Kto wie jaka to flaga?
p1060443.JPG

We spent about an hour sitting in the plane and waiting for some people to get off, some other people to get on and for the plane to be refuelled. OK, here’s the answer:


Samolotu nie opuściliśmy, tylko czekaliśmy na przepakowanie innych pasażerów i zatankowanie samolotu około godziny. Dobra, oto odpowiedź: Wyspa Bożego Narodzenia!
p1060396.JPGp1060398.JPGp1060424.JPG

Edit: the flag was there to cause confusion, obviously. Who would expect a Kiribati flag to be flying on Christmas Island’s only airport?


Edycja: flaga oczywiście dla zmyłki. Bo kto by się spodziewał flagi Kiribati na jedynym lotnisku na Wyspie Bożego Narodzenia?

Fiji

Posted: Tuesday, July 24th, 2007 @ 8:44 pm in General | No Comments »

First stop - Fiji. We only had 8 hours there but it was long enough to have to clear the luggage through customs on arrival and re-check it before departure. Luckily, Fijians don’t seem to be too worried about terrorism and there was a very handy storage facility available right at the airport. So after changing into some clothes more suited to the weather and with only our little backpacks on our backs we set off towards Nadi, hoping to catch a bus. And a bus we did catch!


Pierwszy przystanek - Fiji. I od razu rozpoczęliśmy z przygodami z powodu zupełnego nieprzygotowania. Mieliśmy tylko 8 godzin na Fiji, więc nie planowaliśmy niczego tylko stwierdziliśmy, że “zobaczymy jak będzie”. Błąd. Bagaże udało się nam oddać na przechowanie na lotnisku, więc wsiedliśmy w bardzo egzotyczny autobus i pojechaliśmy w stronę Nadi.
p1060365.JPG
After Lukas made us jump off the bus at the first sign of a beach we made a stop to sample some local refreshments.


Mapy oczywiście nie mieliśmy, więc nie wiedzieliśmy czy już minęliśmy to Nadi czy jeszcze nie. Łukasz zdecydował, że idziemy na plażę i wysiadł z autobusu jak tylko zobaczył znaki do hoteli na plaży. Okazało się, że to wcale nie tak blisko, więc po zimnym piwku w pobliskim barze wsiedliśmy w inny autobus i pojechaliśmy dalej do Nadi.
p1060370.JPGp1060373.JPG

Then we continued to Nadi, where we had a very “interesting” experience after being led by a local to a “village market”, which turned out to be a souvenir shop. The locals there prepared a kava ceremony for us, made me the queen of it and we sat in a circle, clapping our hands and drinking kava from a big wooden bowl. This made us rather uncomfortable so we didn’t take our camera out just in case. After the ceremony the owner tried to sell us some Fijian souvenirs but we managed to get out of it somehow. He did put a mother-of-pearl turtle necklace on me and a shark-tooth on Lukas and then requested $50 for them. Lukas gave him $7 and we left in a hurry. By this time we were both freaked out by the obvious lack of any white
people and very dim lights on the main street of Nadi that all we wanted to do was get to a resort and have some dinner. A very insistent taxi driver, who followed us for a few blocks after we told him we didn’t want a taxi, finally managed to convince us into driving us to Travellers’ Beach. Driving at night in Fiji was very intense, as the locals decided to burn off the rest of the sugar cane fields. The sky was dark orange, with smoke everywhere and NO LIGHTS! Anyway, we made it to the beach, there were some civilised-looking resorts there so we convinced the driver not to wait for us and took off into one of the bars. After cooling down and taking some pictures on the beach we wandered into another resort (which turned out to be a backpackers) and had some drinks, dinner and a couple of hours quiet reading time before calling for a taxi to take us to the airport. What an adventure.


Po drodze zrobiło się ciemno, w Nadi okazało się, że jesteśmy jedynymi białymi ludźmi w okolicy, więc bardzo szybko poznaliśmy miłego lokalnego, który zaprowadził nas do sklepu z pamiątkami, gdzie urządzono specjalnie dla nas ceremonię picia kavy. Usiedliśmy po turecku w kółku, lokalny namieszał sproszkowanego korzenia kava z wodą w drewnianej misie i siedzieliśmy tak sobie, klaskali w dłonie i pili z kokosowych kubeczków. Po ceremonii i udaremnieniu wciśnięcia nam “oryginalnych wyrobów z wioski fijiańskiej” udało się nam wymknąć po zawieszeniu nam dwóch wisiorków i po zbiciu ceny z $50 na $7. W Nadi było już wtedy zupełnie ciemno, na ulicach bardzo mało światła, białych ludzi dalej jak na lekarstwo więc zaczęliśmy się czuć bardzo nieswojo. Zwłaszcza, że taksówkarz-Hindus łaził za nami i oferował, że nas zawiezie gdzie tylko chcemy. Po długich namowach (taksówkarz nie budził w nas zaufania, a jeszcze mniej zaufania mieliśmy do jego taksówki) daliśmy się zawieźć na plażę, gdzie udało się nam przekonać taksówkarza, żeby na nas nie czekał i uciekliśmy do najbliższego baru. Tam się uspokoiliśmy, zjedliśmy kolację, poczytaliśmy książki i zadzwonili po porządną taksówkę na lotnisko, gdzie już bez dalszych przygód udało się nam wsiąść na samolot.
p1060382.JPGp1060387.JPG

One week - Jeszcze tylko tydzień

Posted: Wednesday, July 18th, 2007 @ 4:11 pm in General | 3 Comments »

next week, at this time, we’ll be sitting on Waikiki Beach, sipping pina coladas. Or surfing. Yes, definitely surfing.

Now all we do is pack, pack and pack some more. Turns out that we did manage to accumulate a LOT more stuff over the last 4 years. When we moved into this house 4 years ago we did it in one day, just the two of us. Now we’ve been packing for more than two weeks and still not finished yet. Granted, you pack slightly differently when it’s all going to be unpacked within a few days, packing for a year in storage takes a bit more planning. And a lot more bubble wrap!


za tydzień, dokładnie o tej porze będziemy siedzieć na plaży Waikiki i pić koktajle. Albo surfować. Albo pić koktajle w czasie surfowania!

Za to teraz jedyne, co zaprząta naszą uwagę (od ponad dwóch tygodni zresztą!) to pakowanie. Wydawało się nam, że wcale nie mamy tak dużo rzeczy, ale 4 lata mieszkania w domku z garażem dało swoje. Nasza ostatnia przeprowadzka odbyła się w ciągu jednego dnia i przy pomocy dwóch par rąk (moich i Łukasza). Teraz pakujemy i rozwozimy rzeczy już drugi tydzień i jeszcze nie skończyliśmy! Ale przy pakowaniu rzeczy do przechowania na rok pakuje się trochę inaczej - trzeba więcej rozplanować, zużyć więcej gazet i ochronnego opakowania. Na dodatek oboje się trochę pochorowaliśmy i mimo połowy wczorajszego dnia spędzonej w domu nie udało się nam za dużo zrobić. Dzisiaj za to nadrobimy! Jutro oddajemy klucze naszym nowym lokatorom.